• Wpisów:259
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 11:36
  • Licznik odwiedzin:9 369 / 2132 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

dla mnie to jest milosc kiedy dobro innej osoby jest milion razy ważniejsze od swojego
chcesz robic wszystko aby twoja polowa nie przyjmowala się niczym
i nawet jesteś w stanie olac dla niego swoje
problemy takie rzeczy się robi ale widze ze ty jeszcze tego nie rozumiesz
 

 
Weszła spokojnie do szkoły. Dziś miała zły humor, więc wolała powiedzieć przyjaciółce, aby zeszła sama. Usiadła na ławce i powoli zaczęła przebierać buty. Schylona, wiążąc adidasy, nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Podniosła wzrok i zobaczyła swojego byłego przyjaciela. Na jej twarzy pojawiło się olbrzymie zdziwienie. ‚Możemy porozmawiać?’ zapytał drżącym głosem. Wstała i szybkim, zamaszystym ruchem uderzyła go w twarz. Wszyscy na korytarzu wraz z księdzem rzucili na nich zszokowane spojrzenie. ‚Gdzie byłeś, kiedy ja chciałam z Tobą porozmawiać..?’. Po czym spakowała kozaki do worka i ruszyła w stronę szatni.
 

 
przyjaciółka – tak to właśnie ona buduje twój świat, daje Ci tysiące powodów do uśmiechu i to właśnie ona potrafi się śmiać z Tobą w chwilach kiedy do śmiechu, płakać w chwilach kiedy nie masz sił, a najważniejsze że potrafi być przy Tobie w dzień i noc milcząc, słuchając jak klniesz na życie. człowiek który ma taką przyjaciółką ma cholerne szczęście, bo nie każdy ją znajduje.
 

 
I nie tykając nazwiska pisze to z czystym sumieniem, takich jak ty kurwo powinno się ubijać kamieniem.
 

 

-Tato, zraniłem dziewczynę.
-Weź proszę te gwoździe i za każdym razem, gdy ją zranisz, wbij jeden w ścianę.
Po miesiącu syn znów przychodzi do ojca.
-Ściana jest już zapełniona, tato. Co teraz mam robić?
-Teraz za każdym razem gdy ją przeprosisz, wyjmij jeden gwóźdź.
Po miesiącu wszystkie gwoździe zniknęły.
-Wyjąłem już wszystkie, ale... na ścianie pozostało wiele dziur.
-Bo widzisz, synku... nieważne ile razy przeprosiłeś dziewczynę, rany i tak się nie zagoją.
 

 

Zawsze się tak samo kończy.. Najpierw tak bliskie dla siebie osoby a potem zupełnie tak obce..
Te wszystkie wspomnienia nie mają już jakiegokolwiek znaczenia.. Było minęło..
 

 
nie gadaliśmy od dwóch miesięcy. Ty i ja – najlepsi kumple, jak brat i siostra. tak obwiniam Cię za zniszczenie naszej przyjaźni – to ty zacząłeś mieć jakieś wąty, zacząłeś mnie wyzywać, tylko po to, żeby zaimponować nowo poznanym laskom. powiedziałam dość. rozpadło się. wszystko. a teraz po dwóch miesiącach wpadamy na siebie na festynie. Ty z kumplami – ja z kumplami. mierzysz ich wzrokiem – kiedyś byś powiedział, że mam się z nimi nie zadawać. patrzysz na mnie. idealnie odczytuje wyraz twoich oczu – ta cholernie wielka tęsknota. wiem , bo to samo jest u mnie. lekki uśmiech, zwykłe cześć i powrót do swoich znajomych. tak bardzo Cię potrzebuje wiesz?
 

 

co czuję ? - popatrzyłam ci w oczy łobuzersko . Podeszłam krok bliżej dotykając twojej klatki piersiowej swoją ,
czując na niej gwałtowne uderzenia twojego serca jakby chciało połączyć się na zawsze z moim .
Oplatając rekoma twoja szyję i bawiąc się włosami opadającymi na kark , wyszeptałam : czuje ,
że nie potrafiłabym wytrzymać dnia bez ciebie, twoich żartów , pocałunków , wiadomości które sprawiają , że śmieję się do telefonu . Kiedy mam cię zobaczyć , żołądek ściska się ze szczęścia a serce przyspiesza . Czuje miłość nie polegającą wyłącznie na pożądaniu . Kocham cie . Po prostu .
 

 

to co kiedys było najważniejsze dzis zwyczajnie sie nie liczy . witaj w świecie , gdzie wyraz ' żal mi cię 'zamiast współczucia oznacza drwinę , a słowo ' j**y ' to nie obelga , a raczej komplement . witaj w XXI wieku ,gdzie miłość wyrażana jest statusem ' jestem w związku ' na facebook ' u .
 

 

Roździał 26
Włochy.


*perspektywa Zayna*

Wyrzuciła mnie z domu. A nad ranem przychodzi Harry z małą. Nie rozumiem
o co chodzi. Jeju jeszcze ta cała Perrie. Jak z kimś nie pogadam to zwiariuje.
Harry i Elize śpią. Dziewczyny na zakupach, Liam z Wiktorią na jakieś randce.
Lou to szlak wie. Więc został mi tylko Niall. Wbiłem do jego pokoju.
-Stary co ty tutaj robisz.?
-Niall ja chce pogadać. Nie mam siły.
Jak ja mam mu teraz o tym opowiedzieć.? Cholera ale komuś muszę.
-Chodzi mi..
-Zayn co się z tobą dzieje.? Najpierw wyrzywasz się na każdym
potem na Kornelii a teraz przychodzisz do mnie.
-Niall, bo ja ją kocham.
-Kornelię.?
-Zawsze ją kochałem. Co ja mam robić.? Ty masz Anitę mimo, że tyle
ci grozili a ty wytrzymałeś miesiąc. I już znowy byliście razem.
Poradź mi.
Zauważyłem, że Horan był lekko zszokowany. Nie miałem już siły.
Pójdę się opić dzisiaj i jutro i pojutrze. Jeszcze ta Perrie, co za baba.
Wyłączyłem telefon. Chciało mi się płakać. Najchętniej poszedłbym zapalić.
Nialla zamurowało a ja nie wiedziałem co powiedzieć. Czekałem aż w końcu się odezwję.
-Skoro ją kochasz to o nią walcz.
Powiedział tylko tyle po tak długim zastanowieniu.
-Ale Harry.? Przecież.... Oni są... To para.
Nie umiałem już nawet się wysłowić.
-Zayn... Od dawna cię takiego nie widziałem.
-Po prostu nie wiem co pownienem zrobić.? Tyle jej powiedziałem, gdyby
ktoś mnie tak zranił nawet nie chciałbym z nim rozmawiać. A boję się, że
z nią będzie tak samo.
-Musisz zadzownić i ją przeprosić. Jeśli od tego zaczniejsz bedzie wam przynajmniej
łatwiej rozmawiać. A najlepiej po tym jak ją przeprosisz telefonicznie
przeproś ją jeszcze jak przyjedzie po małą na wieczór. W sumie to robimy
ognisko, bo były u niej dziewczyny i jakoś się dogadały. Przekonały ją żeby tu została
na jakąś godzinę. Za niedługo jadą obie do Włoch, więc masz mało czasu.
Nie przejmuj się. Może jakoś się to ułoży. Póki co to możesz jedynie zmusić
Perrie do rzucenia ciebie.
-Cały czas próbuje to zrobić.
-Zaproś ją dzisiaj. Zagramy w butelkę. Wycałujesz się z innymi to wtedy
przynajmniej może się odwali.
-Ciekawe jak namówicie Kornelie żeby ze mną porozmawiała.
-Jeśli nie odbierze telefonu, to pogadam z nią.
-Zrobisz to.?
-Tak. Ale jeśli jeszcze raz ją zranisz, obrazisz bądź coś innego
strzeli ci do głowy to koniec. Nie pomogę ci więcej, bo ta dziewczyna
i tak dużo przez ciebie przeżyła.
-Zrozumiałem. Cieszę się. Potrzebowałem gruntownego postawienia na ziemi.
Nialler, dziękuje.
-Jeśli będziesz chciał pogadać to przychodź do mnie. A teraz zadzwoń do niej.
-Dziękuje.
Wyszedłem z pokoju po czym udałam się na dwór. Włączyłem telefon i od razu wybrałem
numer do Kornelii. Oczywiście za pierwszym razem nieodebrała ale spodziewałem się tego.
Nie miałem zamiru przestać. W końcu dała za wygraną i odebrała.
-Czego ty jeszcze ode mnie chcesz.?
Usłyszłem zawód w jej głosie, jednak i bezsilność. Smutek i nadzieje.
-Kornelia chciałem porozmawiać.
-Mów nie mam czasu.
-Przepraszam, że byłem chamem i za to, że ci to wypominałem.
-Niespodziewałam się tego.
-Kłóciłem się z Perrie i wyżywałem się na tobie. Na prawde przepraszam.
-Okey.
-Przyjedziesz dzisiaj na ognisko.?
-Nie wiem.
-Proszę.
-Porozmawiamy jeszcze i to nie przez telefon.
-Dobra ale nie na długo. To o której mam być.?
-O 18. Tylko ubierz się ciepło.
-Zawsze ubieram się ciepło. A co u Elize.?
-Śpią jeszcze z Harrym.
-On w końcu z mojego dzieca lenia zrobi. Zaraz do niego zadzownię.
Mnie to rano budzi a sam potem odsypia.
-Haha. Powinnaś.
-Przynieść jakąś sałtakę.?
-Kornelia zadzwoń do dziewczyn i się zapytaj. Okey.?
-Spoko, wybacz ale muszę kończyć.
-Rozumiem.
-A i cieszę się, że już jest okey. Dziękuje.
-Ja też. To pa.
Rozłączyłem się. Miło, że się pogodziliśmy. Idę powiedzieć o wszystkim chłopaką.
A potem muszę się naszykować przecież powinienem dobrze wyglądać.
*po kilku godzinach*
Dziewczyny urządziły tu jakąś wykwintną kolacje. Ale Kornelii jeszcze nie ma.
Elize popłakała się, bo się za nią stęskniła. Biedna mała.
Usłyszałem pukanie do drzwi, oczywiście Harry poszedł otworzyć.
Widok gości dość mnie zaskoczył. Kornelia i Perrie.? Rozmawiające
i śmiejące się razem. Nie wierzę własnym oczą. Wypadało abym podszedł się przywitać
więc tak uczyniłem. Pocałowałem Perrie a Harry Kornelię. Od razu poczułem
zazdrość jednak sam sobie to ułożyłem. Kornelia rzuciła mi przelotne spojrzenie
jednak, gdy zauważyła, że na nią patrzę odwróciła wzrok. Co to mogło oznaczać.?
Hym, możliwe, że nic. Ubzdurałem sobie coś. Ale wyglądały olśniewająco.
Mała od razu rzuciła się na nią. Chciałbym być przy niej.
Po jakimś czasie poszliśmy na dwór na obiecane ognisko. Wcześniej
przygotowane przez nas. Porozkładaliśmy koce, ławki itp. Właściwie to siedzieliśmy
na tarasie więc nie było nam tak zimno. Musieliśmy obyć zabawę w chowanego,
Elize bardzo dobrze się bawiła. Wszyscy pili, jednak Kornelia oszczędzała się
jakby się czegoś bała. W końcu przed 22. poszła położyć małą. Perrie
pojechała do sklepu z Louisem i Harrym, więc to moja jedyna okazja na jakąś
skpokojną rozmowe z nią. Poszedłem za nią do pokoju, w którym położyła małą.
-Pomóc ci jakoś.?
-Nie. Ona i tak śpi. Tylko ją przykryje i włączę lampkę.
-Jesteś świetną mamą.
-Dziękuje. Staram się nią dla niej być.
Przyglądałem się jak kładzie ją spać. Nic się nie zmieniła a na dodatek była
dla mnie tak miła. Udaliśmy się do kuchni.
-Chciałem cię jeszcze raz przeprosić.
-Spoko. Przecież też byłam niemiła. Też przepraszam.
Posłałem jej uśmiech odwzajemniła tym samym. Wyszliśmy na taras,
Harry i Perrie już wrócili. Kornelia i Harry zajęli jedną z ławek. Dziewczyna
położyła mu się na brzuchy. Teraz już piła jak my wszyscy. Zrozumiałem, że nie chciała
aby mała widziała ją pijaną. Cholera byłem zazdrosny. Jednak musiałem zająć się
Perrie. Nie chciałem sprawić jej przykrości. Oczywiście Niall po spojrzeniu na mnie
zrozumiał już, że źle się tu czuje. Jednak zaproponował gre w butelkę.
Każdy się zgodził. Oczywiście graliśmy na całowanie się.
Kornelia wyrwała się jako pierwsza aby zakręcić. Hahah normalnie jak
małe dziecko. Harry był lekko zszokowany tym, że tak szybko się podniosła.
Mnie to rozśmieszyło. Dodatkowe zasady mieliśmy tworzyć w trakcie gry
co było najwygodniejsze. Zakręciła pierwsza i jakimś dziwnym trafem wypadło na Harrego.
Podczas, gdy się całowali zająłem się rozmową z Perrie. Teraz Harry.
Hym wykręcił Nialla, oczywiście chłopaki nie będą się ze sobą całować, więc
Harry musiał zrobić 20 pompek. Po wykonaniu kary kręcił Niall.
I tak gra toczyła się. Ale ani razy jeszcze nie wykręciłem jej.
Zauwżyłem, że powoli usypiała na brzuchy Harrego.
Lou. -Nie wiem jak wy ale mi znudziło się to wymienianie śliną. Idę spać.
Branoc.
Liam. -My też idziemy, bo moja Wiki się upiła dość.
Korczi. -Ale kochanie my nie idziemy. Hehe.
Anita. -Widzę, że ktoś się dobrze bawi.
Patka. -Ech alkoholiczki.
Perrie. -Może podniesiemy poprzeczkę.?
Harry. -Czyli.?
Perrie. -No będziemy całować się przez określony czas z kimś.
Korczi. -Hahahahha. Mi pasuje.
-Kochanie czy ty nie przesadzasz.
Niall. -No właśnie dziewczyny. Już jest późno. Powtórzymy to innym razem.
I wtedy będziemy się całować jak długo chcecie.
Korczi. -No niech ci będzie.
Niall pomógł Anicie wstać i oboje poszli do domu. Zrobiłem to samo.
Patrycja jakoś dała rade sama, tylko Kornelia i Harry nie ruszyli się
z miejsca.


*moimi oczami*

Strasznie chce mi się spać. Jejku nie powinnam tyle pić. A poza tym jest tu zimno.
Na szczęście Elize chociaż śpi. Niebo jest piękne. Ale i tak mi zimno.
-Harry.
-Hym.?
-Zimno mi.
-Chcesz koc.? Czy idziemy do domu.?
-chciałabym żebyś mnie przytulił.
-Nie mam jak, bo leżysz na mnie kochanie. To jak idziemy.?
-Ja nie dojdę tam sama a ty nas oboje raczej niezaprowadzisz.
-Jak to nie.?
-Nie wiem.
-To idziemy.?
-Ale ja nie chce żebyś mnie zostawił.
-Przecież pójdę z tobą.
-Muszę zadzownić po Jusa żeby po mnie przyjechał.
-Zostajesz tutaj na noc.
-Ale ja nie chce się narzucać a poza tym nie mam gdzie spać.
-Bedziesz spała ze mną.
Pocałował mnie w czoło i powoli pomógł mi iść do jego pokoju. Jednak było w nim
strasznie ciepło, więc otowrzyłam okno. Nie chciało mi się spać
zresztą miałam ochotę na rozmowe. Harry usiadł a ja znowu położyłam
mu się na brzuchu.
-Od kiedy to nie ukrywamy się przed resztą.?
-Przepraszam. Zapomniałam.
-Kochanie ja nie powiedziałem, że mi to przeszkadza.
-To dobrze. Harry..
-Tak Kornelia.?
-Cieszę się, że jesteś ze mną.
Harry zaczął głaskać mnie po głowie. W końcu podniołam się i zaczęłam
się z nim całować. Nie odrywaliśmy się od siebie przez jakiś czas.
Na prawde chyba się w nim zakochałam. W końcu spojrzeliśmy sobie w oczy.
-Jesteś taka piękna.
-A ty przystojny.
-Słodka.
-Ty również.
-Na prawde mi na tobie zależy.
-Mi też Harry.
-Jesteś taka śliczna. Mam szczęście, że akurat ty leżysz tutaj na moim
brzuchy, który mnie boli od picia.
-Oj przepraszam.
Chciałam podnieść się z jego brzucha jednak nie pozwolił mi.
-Nie mówiłem tego po to żebyś wstała. Masz leżeć.
-Możemy się położyć normalnie i też leżeć.
-Nie chce.
-W sumie to mi się ruszać nie chce.
-Mnie też. Idziemy spać.?
-A chcesz.?
-Jeśli ty chcesz.
-Mnie to obojętne.
-No to nie idziemy. Pogadamy jeszcze.
-Mi to się trochę płakać chce.
-Dlaczego.?
-Jak pije zawsze płaczę. Gdy jestem trzeźwa udaje, że jest dobrze.
Ale po pijanemu nie mam siły.
-Masz mnie.
-Wiem. Ale i tak mi przykro.
-Jednak chodźmy spać. Nie chce żebyś płakała.
-Yhym.
Położyliśmy się jednak nie mogłam usnąć. Dlatego położyłam głowe na jego klatce
piersiowej i zaczęłam myśleć. Wydawało mi się, że pare minut to wieczność.
-Harry.
-Hymm.?
-Śpisz.?
-No teraz to już nie.
-A spałeś.?
-Prawie.
-To w takim razie już nic. Śpij.
-Nie no jak zaczęłaś to mów. Nie śpię.
-Bardzo dziwnie to wyglądało jak weszłam z Perrie.?
-Trochę.
-Ja nie chciałam ale ona mnie zaczepiła i coś tam..
-Rozumiem.
Znowu zrobiło się cicho.
-Harry...
-Hym.?
-Śpisz.?
-Czekam aż mi powiesz to co chciałaś.
-Kocham cię.
Jego reakcje kompletnie mnie zaskoczyła. Od razu usiadł. Ździwło mnie to.
Jednak spojrzałam na niego, bo chciał mnie pocałować. Nie opierałam się tylko odwzajemniłam
każdy jego pocałunek.
-Też cię kocham. Teraz możemy nie iść spać.
-Właśnie, że nie. Idziemy.
-No ale...?
-Harry co chcesz żebyś poszedł spać.?
-Jeszcze buziaki i powiedz to jeszcze raz.
-Kocham Stylesa, który leży tutaj koło mnie i nie daje mi spać.
Kocham, kocham, kocham cię Harry.
Pocałowałam go i znowu się położyłam. Poczułam, że mnie przytula.
Zamknęłam oczy i usnęłam. Obudziłam się w nocy z powodu
kaca. Wstałam i poszłam do kuchni. Głowa bolała mnie strasznie.
Ale po napiciu się zoriętowałam się, że nie mam telefonu. Musiałam go zgubić.
W sumie to nie mam go od czasu... Nie.. Jutro ma wyjść Jus, a jeśli znajdą mój telefon
w tym samochodzie to będzie masakra. Ale nie. Przecież się nim bawiłam wczoraj.
Musiał zostać na dworze. Choleraaa. Usłyszałam, że ktoś schodzi na dół.


*perspoktywa Zayna.*
Jezu kac, kac i jeszcze raz kac. Chce mi się pić. Wchodzą do kuchni akurat ją zobaczyłem.
Jejku to przeznaczenie. Cały czas na siebie wpadamy. A na dodatek jest zmartwiona, może
mogę ją pocieszyć.? Przynajmniej zapytam. W ogóle to musze oddać jej telefon, który
zostawiła na ławce.
-Stało się coś.?
-Wiesz chyba zgubiłam telefon. A był on dla mnie bardzo ważny.
-Nie martw się.
-Jak się nie martwić już go przecież nie znajdę.
-Spokojnie. Mam go.
-Jak to.?
-Zostawiłaś go wczoraj na ławce a ja jeszcze wychodziłem zapalić i ktoś do ciebie
dwonił i go usłyszałem i zabrałem stamtąd.
-Dzwonił ktoś do mnie.?
Widać było, że się przejeła. Ale nie wiedziałem dlaczego. Przecież to tylko telefon.
-Tak. Proszę.
*Ja*
Od razu zaczęłam przeglądać spisy kontaktów. Dzownił do mnie Max. Cholera na pewno
coś się stało. A jak nie wypuszczą Jusa.? Nie spokojnie. Nie mają dowodów a ja
powinnam zacząć znowu chodził na siłownie i uspokoić nerwy. W końcu nie mogę tak panikować
za każdym razem. A skoro ten facet żyje i nic mu się nie stało to muszę się nim zająć.
Ostatni raz ktoś niszczy moją rodzinę.
-Ey Zayn.
-Tak.?
-Ten telefon na wieczór był bardzo ważny i ja muszę iść. Przeproś Harrego ode mnie.
A może uda mi się wrócić za jakąś godzinkę.
-Kornelia jest 5 rano.
-No to co.?
-Nic teraz nie zrobisz.
-Muszę.
-Kornelia czy ty oszlałaś.?
-Spokojnie przecież nic nie zrobię.
-No nie wiem.
-Ale to ważne no..
-Idź się połóż. Proszę.
-Jezuu. Dobra. Ale obrażam się. Foch Forever na 5 minut.
-Aż 5.?
-Pff. Dobranoc.
Zdenerowowana poszłam do pokoju. Ale możliwe, że nic się nie stało. Przecież często im się
nudzi i do mnie dzwonią. A poza tym za niedługo dostanę namiary na tego faceta.
Ukrywać się we Włoszech też mi coś. Weszłam do pokoju zamykając za sobą drzwi.
Spojrzałam na Stylesa. Tak słodko spał. Usiadłam koło niego, bałam się, że go obudzę.
Jednak on tylko zbliżył się w moją stronę i położył mi głowe na nogach.
Odgarnęłam mu włosy z twarzy. Mówił coś przez sen ale jakoś nie mogłam
niczego rozumieć. Raczej na pewno nic o mnie. Hymm może śniła mu się jakaś inna
dziewczyna.? Zaczęłam się wsłuchiwać w jego słowa i wywnioskowałam, że śniła
mu się Patrycja. Nadal ją kocha. A ja mu staje na drodzę do szczęścia. To
nieuczciwe. Powinnam stąd iść jednak, gdy tylko się ruszę to on się obudzi.
W sumie to i tak już 6 więc może wstanie sam. Powoli wstałam z łóżka.
Usiadłam w oknie i zaczęłam bawić się swoję zapalniczką.
Harry po chwili się obudził. Od razu wstał i zabrał mi zakalniczkę.
Zdjął z parapetu i położył spowrotem do łóżka i zamnkął okno.
-Oddaj mi zapalniczkę.
-Nie. Powiedz co się stało.
-Nic.
-Yhym.
-No nic.
-Kornelia nie denerwuj mnie dobrze.? Ty nie wstajesz tak wcześnie
żeby sobie tak po prostu posiedzieć.
-Jejku..
Cholera zachowuje się jak dziecko. Odwrócić się od rozmowy i przykryć kołdrą.
Powinnam się ogarnąć. Oczywiście Harry od razu mnie odkrył.
-A więc.?
-A więc hym. Ja cię tak kocham a ty śnisz o innych.
-Co.?
-No tak.
-Jejku chodź do mnie.
-Nie.
-No chodź.
-Nie.
Zaczeliśmy się ze sobą droczyć. Jednak w końcu wstałam i się do niego przytuliłam.
W końcu skończyło się na całowaniu. Zeszliśmy razem pocichu na dół.
Jednak w drodzę usłyszeliśmy rozmowe z kuchni.

*perspektywa Harrego*
Schodze sobie spokojnie ze swoją dziewczyną na dół a tutaj Zayn i Liam spokojnie
nas obgadują. Jejku wiem, że się przejmie. Ale teraz i ona to usłyszała.
Stanęła koło drzwi i zabroniła mi się ruszać. Jeśli jej nie posłucham może
być tylko źle ale jeśli to przerwę będzie gorzej.
Liam. -Zayn uspokój się. Przecież dopiero się pogodziliście.
Zayn. -Jestem spokojny. Przecież nie chce żeby się rozstawali czy coś.
Jednak Harry nie powinien z nią być. Albo przynajmniej powinien jej powiedzieć
o tym, że jej nie kocha. To nie fair tak kłamać.
Co.????????? O czym oni mówią.? Przecież ja nic nie zrobiłem.
Co za debile. Boże. Oby tylko Kornelia im nie uwierzyła no..
Zayn. -Złamie jej serce. Przecież i tak już każdy wie.
Liam. -To tylko plotka.
Zayn. -W sumie racja. Jednak różnie to w życiu jest.
Liam. -Zayn nudzi ci się chyba.
Zayn. -Jedyne co wiem. To, że będziemy musieli się rozstać.
Liam. -O czym ty mówisz.?
Zayn . -Joe chce żebyśmy pojechali do Polski na jakiś czas, bo tamtejsze fanki
mają jakieś coś tam..
Liam. -I co to ma wspólnego z Harrym i Kornelią.?
Zayn. -A w sumie to prawie nic.
Liam. -Nie rozumiem co chcesz mi powiedzieć.
Zayn. -Rozmawiałem rano z Kornelią, jednak ona szybko się zmyła na górę.
A Harry cały czas jej gadał o Patrycjii.
To o tym Kornelia mówiła. Zauważyłem, że wchodzi powoli na schody po czym bierze
telefon i już dość głośno z nich schodzi. Wzięła mnie za rękę i weszła do kuchni
jak gdyby nigdy nic. Co za dziewczyna. Jejku coraz bardziej mnie zadziwia.
Korczi. -Siemka Dupeczki.
Liam. -Dobrze się czujesz.?
Korczi. -Świetnie. Mała jeszcze śpi.?
Zayn. -Chyba.
-Kochanie idź sprawdź a ja zrobię śniadanie.
Korczi. -Nie mam czasu na śniadanie. Zabieram małą i spadamy.
-Co.?
Zayn. -Gdzie wam się tak spieszy.?
Korczi. -Do Włoch. Nie mam czasu na śniadanie. Zjemy w samolocie.
Liam. -Już nas zostawiasz.?
Korczi. -Takie życie.
-Idziemy ją obudzić.?
Korczi. -Yhym.
Wyszliśmy z kuchni. Od razu zobaczyłem, że przestała się uśmiechać. A więc to tylkp
gra. Jest na prawde dobrą aktorką. Zoskoczyło mnie, że zatrzymała się przed drzwiami
Odwróciła się w moją stornę i pocałowała mnie.
-Kocham cię i nie obchodzi mnie co oni sądzą. Jednak powiedz mi jakbyś
zmienił swoje uczucia.
-Kornelia ja też cię kocham.
-Może póki co będziemy robić wszystkim na złość i nie będziemy się w ten związek za bardzo
angażować.?
-Pasuje.

*młą*
Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Pocałowałam Harrego
i weszłam po małą. Obudziłam Elize i pomogłam jej się ubrać.
Elize. -Mamuś jedziemy do Włoch.?
-Tak kochanie.
Harry. -A co teraz z nami.?
Elize. -Mamuś pokłóciłaś się z wujkiem.?
-Nie skarbie. Wujek po prostu nie wie
czy może nas odwiedzieć.
Elize. -Ale może.?
-Jeśli ma tylko ochotę.
Pożegnałyśmy się ze wszystkimi i pojechałam do domu. Zabrałyśmy bagaże. Jus był już w domu
co bardzo mnie ucieszyło. Z nim także się pożegnałyśmy po czym
byłyśmy już w samolocie. Włochy, to przepiękne miasto. Niestety
moje fanki nie dawały mi spokoju. Nie szanowały prywatności, co za dziewczyny...
Szybko podpisałam pare autografów i pojechałyśmy do hotelu.
Zameldowałam nas po czym kazałam zanieść swoje bagarze do pokoju.
-A więc kochanie tylko ty i ja.
-Mamuś jestem głodnaaa..
-Na co masz ochotę.?
-Na lodyyyy.
-Lody po obiedzie.
-A więc nie wiem..
-Chodź do resstauracjii tam coś wybierzemy,
Weszłyśmy do restauracjii i zamówiłyśmy posiłek. Oczywiście musiałam
karmić moją księżniczkę, gdyż nie chciała jeść. Czekałyśmy w pokoju
na ciocię Karolinę i wujka Maxsa. Zameldowali się w tym samym pokoju co my.
Po ich przyjedźcie Max zabrał małą na basen a my z Karoliną musiałyśmy zaplanować
dzisiejszy ,,skok".
-Jak ty chcesz dorwać tego faceta.?
-Słuchaj jeśli nie chcesz to okey. Ja mu tego nie podaruje.
-Czy ja powiedziałam, że nie chce.?
-Nie wiem.. Zaraz mówimy małej, że idziemy szykować niespodziankę na jutro.
Tylko Max niech nie spuszcza jej z oczu.
-Nie panikuj kuźwa.
-Cicho siedź. Ty mu lepiej powiedz, że trzeźwę to my dzisiaj nie wrócimy.
-Czemuż to.?
-Grają dzisiaj koncert.
-Takk.. Yyymm. No własnie...
-Co zrobiłaś.?
-Max zabrał ją na ich koncert.
-Zabije wam kiedyś. Ubieraj się idziemy.
-Już.?
-No trzeba to załatwić jak najszybciej.
-Nie wierzę. Ech kobieto.
Weszłam szybko do łazienki i zaczęłam się przebierać. Karolina poszła moim śladem.
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu, więc szybko odebrałam po czym wyszłyśmy z pokoju.
Wsiadłyśmy do samochodu czekającego pod hotelem. W torebce miałam rzeczy na przebrałanie
a w samochodzie związłam włosy tak aby nikt nie mógł mnie rozpoznać.
To miała być szybka akcja. Zabić jednego faceta i tyle. Szybko włamałyśmy
się do domu, w którym mieszka. Więć szybko się skończyło.
Jednak zdałam sobie sprawę, że nie jestem już taka bezwzględna jak kiedyś.
W samochodzie szybko się przebrałam. Po czym wyrzuciliśmy moje rzeczy do spalenia.
Zadzwoniłam do Maxa.
-Jak mała.?
-Już śpi. Jednak było jej przykro.
-Jutro jej to wynagrodzę. Słowo. Max dziękuje, że się nią zająłeś.
-Nie ma za co. A wam jak poszło.
-Wysadziłyśmy dom. Nikt nie powinien się niczego poznać.
-Wysadziłyście dom.?
-Nom.
-Jezuu. Coraz bardziej wam odwala.
-Niech wiedzą, że ze mną się nie zadziera. Muszę skołować kogoś do ochrony. Jest nas
o wiele za mało tutaj.
-Zajmę się tym jutro.
-Jak chcesz. My wrócimy za jakąś godzinkę do dwóch.
Rozłączyłam się. Wyszłyśmy na skrzyżowaniu z samochodu i poszłyśmy
do klubu. Ale komplenie nie spodziewałam się, że spotkamy tam chłopaków.
Harry wziął sobie do serca moje słowa, gdyż już się z kimś dobrze bawił.
Nie miałam zamiaru mu przerywać, jednak Liam mnie zobaczył i chyba poszedł
z nim pogadać. Ale mnie to już nie interesowało. Zamówiłyśmy sobie z Karoliną
po drinku. Miałam się zamiar dobrze bawić i nie przejmować się jakimś palantem.
W końcu to facet. Chłopaki w końcu do nas podeszli jednak ja już nie byłam za trzeźwa
dlatego za dużo nie chciałam mówić.
Zayn. -Żyjesz.?
-Nie, umarłam.
Karolina. -Słabą masz głowe.
-Chyba ty.
Karolina. -Zakład, że wypiję jeszcze 5 kieliszków.?
-Wypijmy po pięć pod rząd.
Harry. -Rozchorujecie się.
Karolina. -Nie panikuj.
Harry. -Chciałem z tobą pogadać. O mnie, tobie i Patrycjii.
-Bądź sobie z nią. Ja tam...
Poczułam, że Karolina kopnęła mnie w nogę więc zabrałam się za picie
nie dokańczając zdania. Nie obchodziło mnie co oni sobie pomyślą. Nialler,
Liam i Louis szybko się urwali. Harry zajął się jakimiś dziewczynami
a Zayn siedział i patrzył jak pijemy. Cały czas podnosiłyśmy stawkę tego naszego picia.
W końcu przed 12 zaczął mi dzownić telefon. Jednak było strasznie głośno.
Po chwili przyszedł mi sms ,,Gdzie wy do cholery jesteście.?".
Od razu jakaś mała część mnie wytrzeźwiała. Przestałam się śmiać.
-Karoliny my musimy iść.
Karolina. -Co ty pieprzysz.?
-Max w hotelu nas zabije za chwilkę.
Zayn. -Przecież wy same nie pójdziecie.
-Jak nie.?
Karolina. -Damy rade.
Wstałyśmy z krzeseł. Jednak Zayn miał racje nie byłam w stanie ustać na nogach,
więć szybko się o coś oparłam.
Zayn. -Dziewczyny co wy zrobiłyście ze sobą.?
-Nic. Daj spokój. Damy rade.
Zayn. - Pójdę po Harrego i was odwieziemy. Ja piłem jednak on nie.
Chciałam się kłócić jednak nie miałam siły. Harry pomógł Karolinie a mi Zayn.
Wsiedliśmy do samochodu, Karolina od razu usnęła na przodzie a ja z Zaynem siedzieliśmy na tyle.
Pomiędzy siedzeniami była szyba, więc nie było niczego słuchać.
-Mogę się na tobie położyć.? Strasznie mi niewygodnie.
-Nie krępuj się.
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, chciało mi się spać jednak..
-Jeśli chcesz to śpij jakoś ci pomogę wejść do hotelu.
-Dam rade. W ogóle jeśli ktoś się dowie, że ze mną byłeś możemy mieć kłopoty.
-Niby kto.?
-Chociażby Perrie.
-Jakoś jej to wytłumaczę.
-A Harry na prawde jest z Patrycją.?
-Chyba tak.
-Mam cholernego pecha.
-Jesteśmy na miejscu.
Zayn pomógł mi wysiąźć z samochodu po czym weszliśmy do hotelu. Max zaprowiadził Karolinę
do łóżka a Zayn poszedł ze mną do mojego pokoju. Byłam kompletnie pijana, więc
jak tylko położyłam się do łóżka od razu usnęłam.
Rano**
Budzę się nad ranem ze strasznym kacem, no ale czegóż można by się spodziewać.
Jednak na fotelu koło mojego łóżka śpi Zayn a co dziwniejsze trzyma mnie
za rękę. Podniosłam się z łóżka i powoli zaczęłam go budzić. Jednak, że nie chciał
wstać to przeniosłam go do łóżka. Napiłam się wody i znowu wróciłam do łóżka.
Po paru godzinach znowu się obudziłam tym razem Zayn leżał i patrzył się na mnie.
-Przepraszam Kornelia mnie już nie ma. Po prostu nie chciałem cię
zostawiać samej. Byłaś tak pijana.
Nie mogłam się powstrzymać więć go pocałowałam. Oczywiście on odwzajemnił
mój pocałunek. Jakoś nie mogliśmy się od siebie oderwać. W końcu to
uczyniliśmy jednak wstydziłam się na niego spojrzeć.
-Zayn.. Przepraszam..
Jednak on nic nie powiedział tylko dotknął ręką mojej twarzy i podniósł troszkę
moją brodę. Patrzyliśmy sobie teraz w oczy, Malik wykorzystał sytuację i znowu mnie pocałował.
-A co z..
-Nigdy z nią nie byłem z własnej chęci. Zmusili mnie.
-Zmieńcie wytwórnie.
-Już to zrobiliśmy dlatego szukałem cię po całych Włoszech.
-Czyli jednak mnie kochasz.?
-Oczywiście.
Nagle usłyszałam jak moja córeczka zaczęła płakać, więc szybko
wstałam i pobiegłam do jej pokoju. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam
ją siedzącą na łóżku. Płakała.
-Kochanie co się stało.?
Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
-Mamo.. Śnił mi się straszny sen..
-Ciii kochanie.. To tylko sen.. Jeszcze jest bardzo wcześnie idź spać.
Posiedzę z tobą dopóki nie uśniesz.
Elize położyła się spać. Po jakimś czasie usnęła. Zobaczyłam Zayna
w drzwiach, więc przykryłam małą kołdrą po czym wróciłam do salonu.
-Kornelia, porozmawiamy.?
-Masz ochotę na coś do picia.?
Nie wiedziałam co zrobić. W końcu niczego nie rozumiałam.
Najpierw to wszystko potem wrócił do Perrie, teraz
przesiedział ze mną całą noc, następnie mnie pocałował.
A teraz z nim porozmawiam i co.? Jeśli powie, że nie chce być ze mną.
Moja psychika tego nie wytrzyma za długo. Nalałam nam soku
po czym ponownie usiadłam na łóżku.
-Porozmawiamy.?
-O czym chcesz ze mną rozmawiać.? Zayn wyjaśniliśmy sobie chyba wszystko wtedy.
-Ale wtedy to nie była prawda rozumiesz.?
Czułam łzy napływające mi do oczu. Wyjęłam z torebki paczkę
papierosów i zaczęłam się nią bawić dla uspokojenia.
Jednak to nic nie dawało.
-A co było prawdą.? Ja już nie wiem. Po prostu nie wiem.
Położyłam papierosy na półkę koło łóżka a sama położyłam głowe na poduszkę.
Przykryłam się kołdrą i zamknęłam oczy. Zastanawiałam się czy to przypadkiem
nie sen.
-Kornelia proszę.
-Przecież możesz mówić. Ja słucham..
Po długiej rozmowie doszliśmy do poroumienia. Uznaliśmy te wydarzenia
za próbę naszego związku. Po tym jak Elize się obudziła zaprowadziłam
ją do Maxa i Karoliny aby się nią zaopiekowali. Chcieliśmy pobyć trochę ze sobą.
Jutro miałam już specjalne plany. Cały dzisiejszy dzień poświęciłam Zaynowi.
 

 

wyrwał jej parasolkę z dłoni i kazał się gonić w deszczu. jej trampki tonęły w kałużach,
a włosy kręciły się na wszystkie możliwe strony. - jesteś bezlitosny!
- wykrzyknęła z dziecięcym wyrazem twarzy. podbiegł do niej i czule całując w czoło,
wręczył parasolkę do dłoni. wziął ją na ręce. niósł ją tak przez całą drogę,
aż doszli do jej domu. ściągnął delikatnie jej trampki i położył na kaloryferze.
wziął ręcznik i zaczął bezszelestnie wycierać jej włosy.
- przepraszam, kochanie. - powiedział, patrząc jej prosto w oczy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Czasami potrzebuję kogoś przeprosić . czasami potrzebuję przyznać rację ponieważ nie mam racji.
Czasami powinnam trzymać moje usta zamknięte i mówić tylko cześć.
 

 

' . - nadal go kochasz...
- nie...
- kłamiesz !
- nie !
- i tak wiem, że nadal go kochasz...
- nie !
- dlaczego kłamiesz ?
- nie kłamię...
- kłamiesz !
- ile razy mam powtarzać, że NIE!
- tyle, aż w końcu sama w to uwierzysz . '
 

 
Mam swój kąt, dwie żyletki i samą siebie. Kolorów tu nie zabraknie, uwierz mi. Oo, zapomniałam;
jeśli nie ma tam Ciebie, to tak mi przykro, ale nie ma tu miejsca dla podłych szmat, ani dla zdradzających ideałów.
 

 


Zawsze się tak samo kończy.. Najpierw tak bliskie dla siebie osoby a potem zupełnie tak obce..
Te wszystkie wspomnienia nie mają już jakiegokolwiek znaczenia.. Było minęło..
  • awatar Gość: dokładniee . ;c
  • awatar Gość: Dajcie like http://www.facebook.com/pages/Najbardziej-boli-gdy-jeste%C5%9B-nikim-dla-kogo%C5%9B-kto-jest-dla-Ciebie-wszystkim/139134772931531
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
-zapewnij mnie,że nie pokochasz innej...
- nie mogę
-dlaczego?!
-bo na pewno będzie inna...tylko,że będzie do ciebie wołać"mamo"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

wrzucam cię do pudełka z napisem ' najważniejsze osoby mojego życia
' po czym uśmiecham się sentymentalnie do osób , które tam znajduję .
nigdy nie pomyślałabym , że wszyscy mnie zostawicie gdy będę was potrzebować najbardziej .
 

 
-Usłyszę to w końcu od Ciebie?
- Co chcesz ode mnie usłyszeć? to, że Cię kocham? to już wiesz.. a teraz olej to i nie przejmuj się mną.
- Ale dlaczego pokochałaś takiego idiotę jak ja?
- Bo większego już nie znam.
 

 
-co u ciebie? -wszystko zajebiście. chociaż generalnie jest do dupy.